8 paź 2017

Land art #2

Sztuka krajobrazu zrobiona z liści, szyszek, żołędzi, patyków - idealna aktywność na jesień.
Inspiracji szukajcie w grupie na Flickr: Land Art For Kids i na profilu Richarda Shillinga (zdjęcie poniżej przedstawia jego dzieło):


(streuwerk via Flickr)

Seria Natural Impressions by Julian Jones -Pittman

 Tim Pugh - environmental artist

2 paź 2017

Darmowe e-booki i publikacje na jesień

Nie miałam ostatnio czasu na bloga - po wakacjach nagromadziło się tyle akcji i atrakcji, że zanim się zorientowałam, to okazało się, że pierwszy wolny weekend mam w listopadzie... Warsztaty stolarskie, rozpoczęcie kursu Zielarz -Fitoterapeuta w Katowicach, Baśnie Ludów Ziemi, warsztaty układowych tańców tradycyjnych, warsztaty z samoobrony dla kobiet, tańce w kręgu, spacer roślinny, warsztaty herstoryczne + krótka wizyta w szpitalu - i to wszystko (wierzcie mi lub nie) - wydarzyło się we wrześniu.
Październik wcale nie będzie spokojniejszy, ale obiecuję przynajmniej recenzję książki Bei Johnson - Pokochaj swój dom. Zero Waste Home, czyli jak pozbyć się śmieci, a w zamian zyskać szczęście, pieniądze i czas, która ukazała się niedawno w Polsce ku uciesze rosnącej społeczności rodzimych "bezśmieciowców".

A póki co kilka linków dla miłośników bezpłatnych e-booków i publikacji:
1. Wydany przez IKEA e-book dla wegan: Dla planety - Vege guide


(ilustracja z fp IKEA)

2. Dla fanów kartonu i DIY - instrukcja, jak zrobić pufę z tektury: kratownica by Desing Di Nova


Info z fp:
Pomiędzy kształcącymi podróżami, spotkaniami z twórcami i kreatywnymi zleceniami, designdinova wciąż działa w temacie promocji trendu zero-waste w Polsce.
"KOSTKA" rozpoczyna serię podręczników, w których w przystępny sposób wyjaśniam, jak samodzielnie wykonać masę pożytecznych i estetycznych przedmiotów przy użyciu materiałów pochodzących z recyklingu. Polska wersja jest już dostępna do pobrania tutaj:
https://designdinova.files.wordpress.com/…/kartonowa_kratow…

E-book w formacie .pdf jest dostępny na bazie licencji Creative Commons -- można go więc swobodnie powielać i udostępniać, z uznaniem autorstwa i wyłącznie w celach niekomercyjnych.
Pobierajcie, Dzielcie się, Twórzcie!

3. No, i cała masa publikacji z Radzionkowa - o drzewach i krzewach, roślinach leczniczych, zwierzętach, porach roku. Zeszyty edukacyjne ze Śląskiego Ogrodu Botanicznego - bierzcie i korzystajcie z tego wszyscy :-)

Polecam też zajrzeć na podstronę mojego bloga z linkami do wszelakich ekopublikacji - jestem pewna, że coś dla siebie wybierzecie. Możecie też podsyłać wasze znaleziska!

7 wrz 2017

Dostałam maila, czyli warto czytać newslettery

Czytacie newslettery? Bo ja, przyznaję się, wiele subskrybuję, ale tylko kilka z nich czytam regularnie i sumiennie.
Ogólnie newslettery w mojej skrzynce mogę podzielić na te typowo komercyjno-sprzedażowe (Woblink, iBOOD), błagalno-żebrzące (o podpis jakiejś petycji lub donację - Akcja Demokracja, avaaz, PAH, wspieramto) i informacyjne (te lubię najbardziej, nawet jeśli raz na jakiś czas próbują mi coś sprzedać - Latająca Szkoła, pracownia k., Moonset).
Grupa pośrednia to newslettery do których zaglądam czasem, bo tytuł mnie zaciekawi albo kliknę, żeby zobaczyć, co tam jest, zanim wyślę do kosza.
Między nimi jest newsletter Fundacji Sendzimira (która kiedyś koordynowała akcję Tydzień inny niż wszystkie oraz newsletter Pracowni na rzecz Wszystkich Istot (to jedna z pierwszych organizacji, do których "byłam zapisana" i nawet płaciłam jakieś składki).
Z newslettera Pracowni dowiedziałam się, że rusza nabór na nowy Kurs dla Strażników/Strażniczek Klimatu. Nie uczestniczyłam we wcześniejszej edycji, ale ponoć warto. Program jest zachęcający, kurs jest całkowicie bezpłatny (dojazd jednak trzeba zapewnić we własnym zakresie), więc aplikujcie (do 8 października).


Innym wydarzeniem, o którym warto wspomnieć jest udział w rykowisku, czyli spacery przyrodnicze w Puszczy Białowieskiej. Za młodu miałam okazję usłyszeć rykowisko właśnie tam, czyli w Białowieży, niezapomniane wrażenie, must feel it.
Szczegóły akcji Rykowisko dla jeleni, nie dla myśliwych tu: puszcza.pracownia.org.pl/rykowisko .



Natomiast Fundacja Sendzimira oferuje bezpłatną publikację coachingową - zeszyt ćwiczeń Żyj marzeniami! Zacznij tu. Zacznij teraz. (można pobrać PDF i wydrukować sobie tylko te strony, które potrzebujesz). Można też zamówić w wersji papierowej (płaci się tylko za koszt przesyłki).


A wy czytacie newslettery? A jeśli tak, to które polecacie?
I tak sobie myślę - czy chcielibyście dostawać raz na jakiś czas newsletter od Ekomanii? Jeśli tak, to o czym? Ciekawostki, herstorie, linki do wydarzeń, porady, ecoaching lub eko coaching (cokolwiek to jest), złote myśli i cytaty z lektur, wegańskie przepisy na obiady za 5zł, zioła dobre na wszystko? Dajcie znać, bo myślę nad zmianą formuły bloga :-)

31 sie 2017

Jadłodzielnia rusza w Opolu!


Ostatnio z każdej strony trafiam na temat (nie)marnowania jedzenia, jakieś synergiczne poruszenie w tej kwestii.
We wczorajszej Polityce pisze o tym najlepiej  - "Warzywa prosto z pola dla każdego.Zróbmy sobie RWS"Marta Sapała - autorka książki mniej (love).
Poza tym zajrzyjcie do artykułu Asji Michnickiej "Jak skończyć z wyrzucaniem jedzenia - sprawdzone sposoby" w Igi Magu i Magdy Kurowskiej Jedz, dziel się i kochaj. Fenomen jadłodzielni i foodsharingu w wecrowd.pl.
Zbiegło się to także z otwarciem pierwszej opolskiej Jadlodzielni - już jutro!

Jest mały feler - Jadłodzielnia, czyli społeczna lodówka, będzie czynna tylko w godzinach otwarcia Graciarni (od 11 do 16.00), a ja wtedy pracuję :-/ Trudno więc będzie skorzystac, czy to jako dawca, czy biorca...
Idealnie by było gdyby Jadłodzielnie były obecne w każdej dzielni, być może w formie Małych Sąsiedzkich Spiżarni (na wzór Little Free Libraries):



zdjęcie z www.littlefreepantry.org, a właściwie z fp Little Free Pantry

Najlepiej od razu w połączeniu z Giveboxem :-)

Ale póki co, zostają po prostu sąsiedzkie wymianki (ostatnio nać z pęku dorodnych ekomarchewek z kooperatywy oddałam znajomej, która ma króliki) i przemyślane zakupy. Jest też aplikacja na smartfony, ale nie wiem, czy Polska z niej korzysta. jakby co, to dajcie znać: olioex.com.
No, i nacisk na sieci sklepowe (zwłaszcza dużych graczy), żeby nie wyrzucali żarcia tylko z powodu naruszonego opakowania czy lekko przekroczonego terminu ważności. Albo żeby chociaż ułatwili dostęp do swoich śmietników, freeganie będą wdzięczni.



No, cóż teorię znam nieźle, kuchenny recykling rządzi. Udało mi się ograniczyć (niemalże do zera) wyrzucanie chleba - po prostu kupuję go mniej, a z ewentualnych resztek robię grzanki (odświeżam kromki chleba w piekarniku, wpierw skrapiając je wodą lub kroję w kosteczkę i podpiekam,  a potem przesypuję do pojemnika). Odpadki cytrusowe zalewam w słoiku wodą i robię z nich ocet do sprzątania (do mycia naczyń, kuchenki, itp.) Bardzo dojrzałe banany ratuję przez zamrażanie (potem do koktajli jak znalazł). Wypróbuję też pomysł Jadłonomii na gotowanie bulionu z resztek warzyw:

"Obierki marchewki i pietruszk, szypułki pomidora, nóżka pieczarki, zielone liście pora lub czapka bakłażana – tych resztek nie trzeba wyrzucać. Wystarczy za każdym razem zamiast do śmietnika wkładać je do plastikowego pudełka PRUTA, które trzymamy w zamrażarce. Kiedy pudełko się zapełni wszystkie resztki wystarczy podsmażyć na łyżce oleju, dodać wodę oraz szczyptę soli i ugotować wspaniały bulion z recyklingu. Im więcej różnych resztek tym pyszniejszy bulion!"  
(źródło


ale i tak...

Ostatnio sprzątałam lodówkę i do kosza powędrowały: słoik z baaardzo starym i podejrzanie już wyglądającym zakwasem (naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio piekłam chleb), słoik napoczętego dżemu (niestety spleśniał), słoiczek z resztką przecieru pomidorowego (to samo), słoik z resztką domowego sojonezu (nie miałam odwagi ratować tego słoika i babrać się z tą masą), jakieś stare jajka przepiórcze (dostałam kiedys w prezencie i zapomniałam), 3 marchewki (zwiędły i zasuszyły się w pojemniku na dole). Dumna z siebie nie jestem, obiecuję poprawę :-/
  
 

27 sie 2017

Wytłoczki na jajka #3 - lifehacki

W sumie ten wpis miał być o czymś innym, bo przecież nie jem jajek, ale tych kilka lifehacków mnie urzekło :-)

(stąd)


Paleta (stąd)


Podstawka pod notebooka:

Przyborniczki, igielniczki, lakierniczki (tu)




Abażur:



 ***
O wytłoczkach: 
 1
 2

22 sie 2017

Stolarka dla kobiet

Już nie moge doczekać się soboty i pierwszych warsztatów stolarskich w ramach projektu Załoga G.
Nie miałam jeszcze okazji pracować z drewnem - oprócz szlifowania palet podczas warsztatów paletowych. I oprócz wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, kiedy wujek pozwolił mi coś oheblować w swoim warsztacie. Zapach świeżych wiórów, to prawie jak zapach świeżo skoszonej trawy (czyli w pierwszej dziesiątce mojego TOP Smell). Ale wkrętarki czy piły jeszcze nie używałam, więc czas najwyższy spróbować czegoś nowego :-)

Na początek półeczka, a potem może coś bardziej skomplikowanego, zobaczymy.
Kusi mnie taki projekt (dla początkujących):


Instrukcja: www.instructables.com/id/The-Awesomest-Jelly-Bean-Dispenser-Ever

Parawan też wydaje się prosty (zawsze chciałam mieć parawan):




Podoba mi się też wysuwana szafko/półka, coś w tym stylu:


Gdzie bywać?
www.kobieta-majsterkujaca.pl 
blog-stolarski.pl 
www.domidrewno.pl 
www.panfleks.pl 
majsterki.pl 

19 sie 2017

Film na niedzielę: Okja

Okja, określana w recenzjach jako wegańsko-antykorporacyjna bajka dla dorosłych,  jest idealnym ekofilmem na niedzielę. Znajdziecie tu bojowników Frontu Wyzwolenia Zwierząt, wrażliwe ogromne świnie, parodię Monsanto, urocze krajobrazy, pościgi, a to wszystko w familijno-komediowej tonacji, która z biegiem akcji staje się coraz bardziej dramatyczna. Czyli i pośmiac się i popłakać można. Ze starszymi dzieciakami też - może to być dobry punkt do rozmowy o weganizmie, prawach zwierząt, konsumpcjonizmie, reklamach, greenwashingu itp.
Można obejrzeć w dobrej jakości na platformie Netflix (pierwszy miesiąc próbny za darmo. Niestety wciąga).


15 sie 2017

Wypisy i ilustracye z historyi naturalney

Uwielbiam internet! Wystarczy kilka kliknięć i można zapisać się na bezpłatny kurs rysunku przyrodniczego Drawing Nature, Science and Culture: Natural History Illustration 101 (zapisałam się, a jakże).




O co chodzi z historią naturalną? Kopiuję wyjaśnienie ze strony HistoriaNaturalis.pl
(must visit!): 
'Pod takim tytułem znane było dzieło życia Gaiusa Pliniusa Secundusa
(23 r n.e. – 79 r. n.e.), rzymskiego pisarza i historyka (zwanego Pliniuszem Starszym), będące pierwowzorem systematycznej encyklopedii. Pliniuszowa Naturalis Historia zawierała kompletny wykład ówczesnego stanu wiedzy z takich dziedzin jak kosmologia, botanika, zoologia, farmakologia, mineralogia i metalurgia. Dzieło składało się z XXXVII ksiąg, zawierających w sumie 2493 paragrafów. Źródła, z których korzystał Pliniusz, obejmowały teksty blisko 500 autorów. Praca Pliniusza stała się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń przyrodników piszących własne „historie naturalne” i przez ponad półtora tysiąca lat funkcjonowała jako źródło pewnej wiedzy o świecie przyrody – np. pierwszy wybitny polski zoolog, Jan Jonston z Szamotuł (Jonstonus) w dziele nie przez przypadek zatytułowanym Historia Naturalis (Frankfurt, Amsterdam 1650-1653) - podobnie jak inni przyrodnicy tamtego okresu - twierdził, że zamierza jedynie przedstawić całość świata zwierzęcego w oparciu o najznakomitszych uczonych starożytności – Arystotelesa i Pliniusza. Tytułowanie prac przyrodniczych „historiami naturalnymi” było popularne aż do drugiej połowy XIX wieku."

Dotychczas ilustracja przyrodnicza kojarzyła mi się wyłącznie z tablicami edukacyjnymi w sali biologii lub na ścieżkach dydaktycznych oraz z fanpage'ami Stare obrazki ze zwierzętami (koniecznie!) i Stare obrazki z roślinami.


Rysowanie z natury to niełatwa sprawa (utknęłam przy muszelce) i żeby osiągnąć poziom mistrzowski nie wystarczy miesięczny kurs w internetach. Oczywiście w pewnym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - po co się szkolić w sztuce kopiowania natury w czasach aparatów fotorgaficznych, kamer i dronów, które zarejestrują wszystko i wszędzie?
No cóż, a jeśli nastąpi blackout i zabraknie internetów? Wtedy realistyczne rysunki wrócą do łask (na równi z umiejętnościami bushcraftu, survivalu i kooperacji). Ma też ilustracja naturalna inne zalety - uczy obserwacji, dostrzegania szczegółów, proporcji, perspektywy. Prawie jak medytacja. Poza tym inwestycja w szkicownik, kilka ołówków, cyrkiel, lupę i linijkę nie nadwyręży budżetu tak jak digitalne elektrogadżety.




Pierwsze zadanie domowe z kursu to, oprócz skompletowania przyborów rysunkowych, wyszukiwanie lokalnego ilustratora/ilustratorki historii naturalnej, znalezienie linku do jego/jej strony i podzielenie się z pozostałymi słuchaczami kursu.
Podeszłam do sprawy metodycznie, czyli wpisałam w Google: polska ilustracja przyrodnicza. No, i co? Dostałam linka do pracy Jakuba Jakubowskiego pt. Dawna polska ilustrowana książka przyrodnicza (XVII–XIX wiek). Z naukowego wywodu można wyłuskać, że w tym czasie pojawiło się sporo publikacji dotyczących historii naturalnej o smakowitych tytułach typu Historya naturalna krótko zebrana dla młodocianego wieku (Warszawa 1869). Było kilku znaczących polskich wydawców i ilustratorów (czasem w jednej osobie). Ich prace graficzne powielano dzięki miedziorytom (linoryt pojawił się później). I to musiało wystarczyć ówczesnym ludziom żądnym wiedzy o historii naturalnej i przyrodzie.

Więcej smaczków: Między autorem a drukarzem. Dobór ilustracji w Historia naturalis Jana Jonstona
Przyrodnicza książka ilustrowana

Jeśli chodzi o dawne wieki, to nie natknęłam się na żadną ilustratorkę, choć ponoć kobiety często pomagały w tej kwestii. przyrodnicy tworzyli wokół siebie artystyczny krąg, do którego niejednokrotnie należały związane z nimi kobiety *(na przykład córki J.T. Kleina) lub obdarzeni zaufaniem ilustratorzy, z którymi współpracowano zwykle na przestrzeni wielu lat (choćby A. Stech w przypadku J. Breynego; J.F. Mylius i P. Böse w przypadku J.T. Kleina).
*  Było to zjawisko rozpowszechnione w całej Europie epoki oświecenia, aż po wiek XIX. O roli kobiet ilustratorek w rozwoju botaniki epoki wiktoriańskiej por. J. Endersby, Seeing, [w:] Imperial Nature: Joseph Hooker and the Practices of Victorian Science, Chicago-London 2008, s. 120–121.


Natomiast po linkach do kłębka natrafilam na wzmiankę, że w 2009 roku polska briolożka doc. dr hab. Halina Bednarek-Ochyra z Instytutu Botaniki PAN im. Władysława Szafera w Krakowie otrzymała nagrodę im. Jill Smythies przyzwaną przez angielskie Towarzystwo Linneuszowski za najlepszą ilustrację botaniczną (via Nauka w Polsce).
Popularnym ilustratorem jest Robert J. Dzwonkowski - nie ma chyba własnej strony, ale jego rysunki znajdziecie w wielu książkach (m.in. Młody obserwowator przyrody, Znajdź nas! Woda, łąka, las., 1001 faktów o roślinach, Poznajemy owady. Przyroda polska. Przewodnik).

Warto przy okazji wspomnieć o dwóch książkach czerpiących z tej tradycji, które zostały pięknie wydane w Polsce przez Wydawnictwo Dwie Siostry.

Animalium. Muzeum zwierząt i Botanicum. Muzeum roślin 

Przyciąga także oko zakamarkowa seria "ilustrowany inwentarz", póki co w trzech częściach - drzew, zwierząt i ptaków

Obie serie ilustrowane przez kobiety :-)

Gdzie jeszcze szukać starych rycin?
Np. tu: Botanical.illustrated
lub tu: www.laminerva.pl
Lub wskazówek, jak rysować przyrodę: Natural History Illustration 101

6 sie 2017

Co dobrego #7

1. Wspaniała wiadomość od naszych sąsiadów - ich kraj będzie wolny od cierpienia spowodowanego przez fermy hodowli zwierząt futerkowych. Prezydent Czech podpisał ustawę zakazującą ferm futrzarskich (na terenie Czech oczywiście), więc bierzmy przykład (Polska jest europejskim liderem w hodowli zwierząt na futra).
Zdjęcie pochodzi ze strony organizacji www.obrancizvirat.cz



2. Już od poniedziałku w Portugalii odbywa się niezwykłe wydarzenie: Defend the sacred - międzynarodowe zgromadzenie duchowego aktywizmu.
Będą tam kobiety, które broniły Standing Rock, organizatorki akcji One Billion Rising, będą ambasadorzy pokoju/peaceworkerzy, aktywistki i aktywiści, liderzy społeczni. W programie jest celebrowanie pełni księżyca, rytuały, rozmowy o tym co ważne, a co najfajniejsze - wiele z nich będzie na żywo transmitowanych on line. Wystarczy zapisac się na newsletter. Just do it.



3.River revival, czyli historia ku pokrzepieniu serc, o tym jak 700-osobowa (głównie kobieca) społeczność z Indii oczyściła umierającą rzekę. Z happy endem!
Natomiast we Wrocławia prężnie działa Fundacja OnWater.pl, organizując coroczne akcje sprzątania rzek. Poniższe zdjęcie pochodzi z wystawy: WYŁOWIONE Z RZEKI - na ul. Oławskiej do dnia 26.05.2017 r. foto. Michał Strokowski


16 lip 2017

Dzień bez Telefonu

A tymczasem wczoraj obchodziliśmy Dzień bez telefonu. Tzn. kto obchodził, ten obchodził... Mam wrażenie, że większość ludzi raczej nie. Chwilowo mam  stosunkowo czyste sumienie jako posiadaczka wiekowej Nokii, dzięki której mogę smsować i dzwonić, i to mi wystarcza. Na razie.
W Dniu bez Telefonu nie chodzi o uzależnienie ludzi od internetu i sieci społecznościowych, czy FOMO. nie tym razem*. Chodzi o to, że za produkcją smartfonów (w 2016 wyprodukowano 1 mld 350 mln nowych smartfonów!) kryje się przemoc, niszczenie środowiska i lokalnych społeczności w krajach Globalnego Południa. Tu jest to dobrze wyjaśnione:



Zanim więc kupisz nowy smartfon, komputer, czy sprzęt AGD, rozważ czy NAPRAWDĘ tego potrzebujesz? Czy starego nie da się naprawić? Albo znaleźć jakiegoś alternatywnego rozwiązania (np. jeśli potrzebujesz wiertarki, nie musisz kupować nowej - wystarczy pożyczyć od sąsiada). Trudno liczyć na to, że ktoś w imię solidarności z ludźmi wykorzystywanymi na Globalnym Południu całkowicie zrezygnuje z używania telefonu. Ale przecież nie musi - wystarczy, że będzie korzystał z jednego tak długo jak się da.

Powinna pomóc zasada 6R, czyli rethink -refuse - reduce - reuse - recycle - recover/repair.

*tego problemu - czyli uzależnienia od sieci i elektroniki dotyczył eksperyment, jaki wykonała matka trojga dzieci w Australii - z całą rodziną na pół roku zrezygnowała ze wszelkich elektronicznych rozpraszaczy - telefonów komórkowych, komputerów, tabletów, konsoli do gry, telewizora...Detoks przeżyli i to z całkiem niezłymi rezultatami. Wszystko opisane jest w książce "E-migranci. Pół roku bez internetu, telefonu i telewizji" (Wyd. Znak) Susan Maushart. Styl trochę silący się na humor w rodzaju Bridget Jones przeplatany cytatami z Thoreau, informacjami naukowymi i statystykami. Czyta się nieźle, dobra lektura akurat na wakacje :-)


11 lip 2017

A może zielnik?

Nie sądziłam, że w moim życiu nadejdzie moment, kiedy z własnej i nieprzymuszonej woli zapragnę zrobić zielnik, ale jednak :-) Zbiegło się to u mnie z decyzją o nauce zielarstwa - od października zacznę uczęszczac na roczny kurs zawodu Zielarz-fitoterapeuta w Katowicach.

Wracając do zielników - kiedyś była to bardzo popularna aktywność, nie tylko szkolna. Botanika była pasją amerykańskiej poetki Emily Dickinson. Pozostawiła po sobie obszerny zielnik, który teraz, zeskanowany. można obejrzeć w internetach ((Houghton Library, Harvard University).

Jak zrobić zielnik? Na przykład wg porad z bloga Bez ogródek.
Na razie mam tylko kilka stron z warsztatów chwastowych z Anną Rumińską, ale w tej wakacje planuję poszerzyć zbiórkę. Okazy już się suszą :-)

A co powiecie na zielnik wirtualny? Strona Global Plants to największy zbiór roślin z całego świata. Olbrzymia baza danych, zielniki i zasoby z różnych uniwersytetów i placówek naukowych (niestety brak wśród nich polskich), linki, kontakty, zdjęcia - można wsiąknąć na długie godziny...


Początkującym na pewno przyda się strona www.atlas-roslin.pl+ podstrona  Jaka to roślina. Jest też forum, zielnik i wiele innych istotnych informacji.

Poza tym sporo jest w polskiej blogosferze blogów botanicznych i zielarskich. Trudno wymienić wszystkie, więc podam linki tylko do tych, które odwiedzam :-)
Blogi Kuby Babickiego (love): 
Plants database
Botaniczna galaktyka
Zielarskie - zastosowanie ziół - maści, octy, eliksiry :-)
1000roslin.pl
Ziołowa wyspa
www.herbiness.com
Klaudyna Hebda
Fitoterapia - blog Henryka Różańskiego
rozanski.li
Etnobotanika - kategoria, która mnie kręci najbardziej
Łukasz Łuczaj
etnobotanicznie.pl - czyli Marek Styczyński



9 lip 2017

Stłuczone lustro, czyli 7 lat nieszczęścia

Wczoraj pies Keks pęknął lustro, które przytargałam pracowicie ze śmietnika w celu upiększenia domostwa. No, niestety, nie tym razem.
Mam za to dwa dość duże kawałki lustra w drewnianej ramie i szukam opcji, co z tym dalej zrobić.
Na mozaikę za duże:





(blat)




inne pomysły tu

Prostokątnych pasków lustra można też użyć do zrobienia kalejdoskopu:

(stąd) Wersja dla sofciarzy takich jak ja - zamiast lustra użyć folii aluminiowej lub lustrzanej.

Niestety wszystkie te projekty są dla mnie nieosiągalne, bo nie znoszę dźwięku przecinanego szkła. Tu znajdziecie poradnik, jak to robić z sukcesem: View along the way
Ponoć można to robić także zwykłymi nożyczkami w misce z wodą, ale i tak nie chcę spróbować:



Uwaga na marginesie: lustro należy do trudnych odpadów i nie można go wrzucać do pojemników ze szkłem. Niestety nie nadaje się do recyklingu, więc pozostaje jedynie upcykling albo wysypisko...

5 lip 2017

Jak naprawić... dżinsy albo jaka piękna łata!

Już tu kiedyś pisałam o artystycznym cerowaniu i łataniu, ale temat powrócił wraz z koniecznością naprawienia przetartych dżinsów. Będę się starać, ale co z tego wyjdzie?

Takiej piękności pewnie nie popełnię (stąd):



Raczej coś w tym stylu:


Czyli japoński sposób cerowania - sashiko:


Można też tak:



Albo tak (naprawianie odzieży w podaniu Darn and dusted to prawdziwy kunszt):


Podoba mi się ten trend visible mending, czyli widocznego reperowania:


Choć niektórzy jednak wolą, żeby było niewidoczne, i dla was ten tutorial: www.adzik-tworzy.pl. A wy - naprawiacie czy wyrzucacie?

27 cze 2017

Trudne odpady - TetraPak i Tyvek

Wiele jest trudnych odpadów i nie wszystko możemy posegregować do recyklingu... Z niektórymi rzeczami jest tak, że lepiej ich nie kupować, zwłaszcza jeśli mamy alternatywę. 
I choć opakowania TetraPak wydają się kuszące (lekkie, trwałe, wygodne), to lepiej  kupować napoje w szkle lub plastiku PET. Tetrapaki bowiem są bardzo trudnym materiałem do recyklingu - składają się z trzech ściśle połączonych warstw: kartonu, folii i aluminium, a niewiele firm chce i potrafi je przetwarzać. 
Wzmiankę o jednej takiej natrafiłam na blogu Organiczni.eu (papier toaletowy z tetrapaków) - super, ale potrzebujemy ich więcej, dużo więcej. 
Edit: blog Green Projects podaje, że w Polsce są 3 zakłady przetwarzające tetrapaki, głównie na makulaturę. Dużo to czy mało w skali całego kraju? A co się dzieje z folią i aluminium z tych opakowań? Czy też są poddawane recyklingowi, czy tylko papier? Tu już odpowiedzi brak. Dlatego lepiej jednak przerzucić się na opcje zero waste (własna wielorazowa butelka na wodę/napoje, picie kranówki) lub kupowanie napojów w opakowaniach łatwiejszych do przetworzenia.
Oczywiście pozostaje jeszcze upcykling, czyli kratywność w warunkach domowych - z tetrapaków mogą powstać np. doniczki, karmniki, pojemniczki, zabawki, portfeliki, lampy, solarne grzejniki i inne takie. 
Oryginalny sposób znalazłam tutaj - tetrapak jako materiał plastyczny do tworzenia czegoś w rodzaju linorytu (alurytu? tetrarytu?), no w każdym razie efekt ciekawy.




Innym trudnym odpadem jest Tyvek® - łączący w sobie cechy papieru, folii i tworzywa sztucznego i tekstylnego. Teoretycznie - info ze strony producenta, skądinąd powiązanego z firmą Monsanto - Tyvek zrobiony jest w 100% z HDPE i może być przetwarzany, ale nie widzę nigdzie listy przedsiębiorstw, które to robią...
Z tyveku robi się np. etykiety towarowe , kombinezony i ubrania ochronne, budowlane materiały izolacyjne, torby, lampy itd.
W Polsce można kupić zrobione z tyveku portfele The Mighty Wallet® - jak zapewnia producent są trwałe, odporne na wilgoć i ekologiczne. Ale uwaga na ekościemę - to, że mają znaczek recyklingu, nie znaczy niestety, że w Polsce są punkty przetwarzające Tyvek...
Tutaj znów namawiam was do szukania alternatyw. Ja np. lubię portmonetki na zamek błyskawiczny, ostatnio kupiłam piękną handmade na jakimś miejskim kiermaszu.  Zawsze też można zrobić portfel z tetrapaku :-P



24 cze 2017

Film na niedzielę - "NaturePlay - Take Childhood Back" (Zielona szkoła - edukacja po duńsku)

Ten film polecam zwłaszcza rodzicom, jako uzupełnienie "Ostatniego dziecka lasu" i "Witaminy N". Zresztą Richard Louv jest w tym dokumencie często cytowany.




Rodzice cierpiący na kleszczofobię raczej będą się wzdrygać, oglądając ujęcia z leśnych przedszkoli, ale poza tym obejrzenie tego filmu nie grozi niczym więcej niż ochotą na wyjście do lasu :-)
Film z polskim lektorem można zobaczyć np. na efilmy.tv.
Moją uwagę przyciągnęła część poświęcona naturalnym i przygodowym placom zabaw - piękna sprawa. Przy okazji w ciemno polecam nowość książkową "Ścieżka bosych stóp". W ciemno, bo jeszcze nie czytałam, ale osoba autorki jest gwarancją, że to musi być dobre (tu: mój wywiad z Anną Komorowską na Ulicy Ekologicznej).

A skoro już o ścieżce bosych stóp, to łapcie krótką instrukcję - zarówno w wersji domowej jak i plenerowej (frajdap.blogspot.com).
A jeśli ktoś się wybiera do Czech/Austrii, to na pograniczu, w Valticach jest 5kilometrowa ścieżka bosych stóp z 11 przystankami. Ponoć w Niemczech takie bose szlaki  to całkiem popularne atrakcje turstyczne, może i my kiedyś doczekamy :-)


W Czechach jest takich ścieżek już kilkadziesiąt + portal dla tych, którzy lubią chodzić boso: www.zijnaboso.cz. U sąsiadów działa też stowarzyszenie Bosa Turystyka, które działa m.in. na rzecz tworzenia bosych ścieżek (i doradza, jak na to zebrac fundusze). Piękna sprawa.



W Polsce natomiast działa Stowarzyszenie Warmińskich Chłopów Bosych, którzy w zeszłym roku ogranizowali 3-dniową imprezę Bosowisko (z tego roku wieści brak), zapraszają też do odwiedzenia Bosego Labiryntu (250m, otwartego cały rok, 12 godzin dziennie).



A dlaczego warto chodzić boso? Oprócz korzyści fizycznych i zdrowotnych, znalazłam też takie new age wyjaśnienie: Uziemiony znaczy zdrowy.
A zatem uziemiajmy się!